Migawki - publicystyka, polityka

Jasność Lisickiego i węzły Sadurskiego

Kategoria (Bez kategorii), Józef Zawadzki 31-08-2006

Pawła Lisickiego czyta się z przyjemnością, której źródłem jest piękny język, styl, a także jasność, precyzyjność, rzeczowość i logiczność wywodu. Próbujący z nim polemizować Wojciech Sadurski, równie jasno i precyzyjnie wykazuje, że jego tekst zawiera same przeciwieństwa walorów tekstów adwersarza.

 

Zaiste polemika ta przypomina zmagania mrówki ze słoniem i odsłania intelektualną słabość, niewydolność wręcz, krytyków ( nie tylko Sadurskiego przecież ) kreowanej przez Kaczyńskich wizji Polski jako państwa w Unii Europejskiej, ale jednak suwerennego, którego aksjologia opiera się na takich podstawowych filarach jak naród, patriotyzm, kulturowa tożsamość, tradycja, niepodległość, wiara., które według kosmopolitycznych liberałów są jakimiś atawistycznymi i wstydliwymi przeżytkami. Tyle tylko, że tak jest jedynie w głowach owych globalistów, którzy na tyle utracili kontakt         z rzeczywistością, iż swoje urojenia za nią biorą. Jest również możliwe, iż są na tyle, hm, naiwni, że siebie uważają za tych, którzy mają prawo rozstrzygać co w życiu narodów ( jeśli w ogóle pozwolą , ha, ha , na ich istnie) jest, a co nie jest passě.

 

 Jeśli ktoś zna obydwa teksty: Lisickiego ( „Dziennik” 22.08.06 ) i Sadurskiego ( „Dziennik” 30.08.06) , to wie, że nie da się, w żaden sposób obronić tezy, że Sadurski chociaż w części pisze na temat i rozumie o czym pisze Lisicki. Pan profesor UW zaczyna od zarzucenia Lisickiemu, że ten miesza znaczenia, łączy „wszystko ze wszystkim”             i prokuruje „węzeł”, którego rozplątania, on, Sadurski się podejmuje. Farsa polega tu na tym, że znowu, jak wspomniane rzekome atawizmy, ów węzeł istnieje tylko w głowie Sadurskiego i tylko on jest jego autorem. No i dalej już pan profesor, „jedzie” z tym co wie, pewnie z jakiegoś starego wykładu, tyle tylko, że mówi to bez związku z tekstem Lisickiego i nie do znudzonych studentów, którzy dawno wyczuli, że Sadurski po swojemu definiuje patriotyzm i suwerenność, nie rozumiejąc, niestety ich istoty – to dlatego twierdzi „znam Walijczyków, Katalończyków czy Szkotów, którzy są żarliwymi patriotami, ale wcale nie dążą do suwerenności swego regionu”. Profesor nie rozumie, że patriotyzm ściśle wiąże się z suwerennością narodu, państwa i jasne jest, że patriotyzm lokalny nie może dążyć do „suwerenności regionu” . I kto tu myli znaczenia?

 

Gdyby nasi przodkowie tak separowali patriotyzm od suwerenności pewnie nie istnielibyśmy dzisiaj jako suwerenne państwo. Nie mogę pojąć, że człowiek z cenzusem naukowym, może głosić takie niedorzeczności jak wywody Sadurskiego. A Lisicki tak klarownie przecież wyjaśnia :”bliższa współpraca ( NATO, UE ) i rezygnacja z niektórych prerogatyw suwerenności nie oznacza całkowitego jej wyrzeczenia się. Zmieniają się tylko formy i metody działania, jednak głównym rozgrywającym wciąż pozostaje państwo narodowe”. Właśnie o tak rozumianą suwerenność chodzi Kaczyńskim i, jestem przekonany, większości Polakom, którzy doświadczyli czym jest utrata własnej państwowości, suwerenności i ile kosztuje ich odzyskiwanie. Suwerenność , taka , jak ją widzą Polacy, nie jest żadną przeszkodą w umacnianiu współpracy w ramach Unii, czego dobrym przykładem są choćby Niemcy i Francja .

 

Wizja jakiegoś narodu Europejczyków, a może, dla globalistów najlepiej , Ziemian, jest utopią i przejawem myślenia (?!) ahistorycznego. W ewolucji społeczeństw ludzkich naród jest i pozostanie ostatnim stadium, przynajmniej przez najbliższe tysiąclecia. ( Jego ekologicznym odpowiednikiem jest klimaks – końcowe stadium sukcesji ) . A jeśli będą istnieć narody to z ich aksjologicznego katalogu na pewno nie zniknie „patriotyzm”, „niepodległość”, „suwerenność” ( elementy dla narodu właśnie konstytutywne)  i próżne jest bajdurzenie, że to anachronizmy.`